(Breakfast at Tiffany's, 1961)
Reżyseria Blake Edwards
na podstawie opowiadania Trumana Capote,
W rolach głównych Audrey Hepburn i George Peppard
Najsłynniejsze "Śniadanie" w historii kina z jedną z najbardziej ikonicznych postaci współczesnej popkultury. Włosy spięte do góry, długa fajeczka, czarna sukienka, naszyjnik i jeszcze ciemne okulary - oto ona, urocza trzpiotka, Holly Golightly. Dziewczyna jest wisienką na torcie socjety Upper East Side - wydaje stylowe przyjęcia, trwoni czas ze sławnymi ludźmi, łamie serca i często wpada w kłopoty. Za 50 dolarów możesz "zabrać ją" do toalety (określanej wówczas jako powder room). Jak podkreśla jedna z postaci: "Żeby ją polubić, potrzebujesz duszy poety", bo to jest "prawdziwa oszustka, prawdziwa, bo wierzy w te wszystkie bzdury". Ale na swój sposób piękną, tragikomiczną i wciąż aktualną historię Holly uzupełnił swoją tajemniczą obecnością również rudy kot, znany jako bezimienny włóczykij (poor slob without a name). Przyjrzyjmy się zatem klasyce, bo jak wiadomo - class doesn't age!
Holly Golightly c' est moi!
![]() |
| Ekscentryczny pisarz i zwodnicza muza |
Nie byłoby "Śniadania u Tiffany'ego" gdyby nie pióro Trumana Capote (opowiadanie wydano w 1958 roku). Warto podkreślić, że słynny pisarz miał inny typ do roli swojej ulubienicy Holly Golightly (wielu specjalistów uważa wręcz, że kobieca postać stanowi "duchowe alter ego" autora "Z zimną krwią"). Idealnym ucieleśnieniem papierowej bohaterki była oczywiście Marilyn Monroe. Aktorka za podszeptem swojego "drugiego cienia" w osobie znienawidzonej Pauli Strasberg odmówiła i zdecydowała się na udział w "The Misfits" Johna Hustona (ostatni ukończony film w karierze Monroe). Za odmową stało ponoć to, że nie wypadało wówczas gwieździe "Słomianego wdowca" (1955) grać prostytutkę [1] i nadwyrężać jeszcze bardziej zwichrowanego wizerunku publicznego (aktorka miała na koncie trzeci rozwód, domniemamy romans z Yvesem Montandem i Prezydentem Kennedym).
Nie przestraszyła się tej roli za to eteryczna Audrey Hepburn, związana wówczas kontraktem z wytwórnią Paramount. Co ciekawe, Blake Edwards nie był również pierwszym wyborem producentów, gdyż początkowo myślano o Johnie Frankenheimerze [twórcy znanego z późniejszych dzieł - "Ptasznika z Alcatraz" (1962), "Siedmiu dni w maju" (1964) czy drugiej części "Francuskiego łącznika" (1975)]. Bez wątpienia "Śniadanie (...)" byłoby pod jego batutą o wiele mroczniejszym filmem (być może tak jak w noweli, nie znalazłoby się miejsce dla happy endu), który nawiązywałby szerzej do kontekstu II WŚ (akcja w noweli jest przesunięta do lat 40.) oraz wątku brata Holly, Freda. Spróbujmy sobie to wyobrazić - Capote marzy o Monroe, producenci stawiają na niedoświadczonego wówczas Frankenheimera, a zamiast George'a Pepparda widzą w głównej roli męskiej - badboya Steve'a McQuenna. Kuriozalna mieszanka... Capote nie był oczywiście zadowolony z castingu, gdyż uważał, że Holly musi mieć w sobie coś tajemniczego, coś "niedokończonego" co pozwoli jej dalej trwać i wciąż wszystkich zwodzić. Choć nie miał nic personalnie do Hepburn, to i tak wielokrotnie skarżył się na ten aktorski wybór w wywiadach.
![]() |
Truman Capote: portret z kotem (creepy)
|
![]() |
| Peppard jako pisarz Paul Varjak w "Śniadaniu u Tiffany'ego". Bohater napisał jedną książkę pt. "9 lives" Czy w tym kadrze mamy prześmiewczą prefigurację "Z zimną krwią" [?] |
Audrey Hepburn, laureatka Oscara za swój debiut "Rzymskie wakacje" (1953), nie uważała siebie - o dziwo - za ładną. Wręcz przeciwnie - skarżyła się dość często na swoją "zabawną buzię", mały biust i... za duże stopy. Jednakże obawy Audrey w tym czasie mogły być do pewnego stopnia uzasadnione - aktorka pod wieloma względami była absolutnym przeciwieństwem Marilyn Monroe czy Jayne Mansfield. Daleko jej było zatem do "seksbomby" w stylu pin up czy push up, ale to właśnie jej smukła figura baletnicy stała się tym "niedoścignionym" ideałem dla wielu późniejszych pokoleń. Skromna, drobna gazela przeobraziła się w muzę francuskiego projektanta Huberta de Givenchy [2], w ikonę elegancji i stylu. Ostatecznie przewrotny sukces Hepburn polegał na tym, że była "idealnym zbiorem niedoskonałości", które na ekranie czyniły z niej najbardziej uroczą damę w historii światowego kina.
Zob.: http://www.telegraph.co.uk/fashion/people/audrey-hepburn-style-icon-best-looks/breakfast-at-tiffanys-window/
U Tiffany'ego nic złego nie może się wydarzyć!
Bardziej niż śniadanie, liczy się miejsce, w którym jest ono spożywane - film rozpoczyna się słynnym ujęciem na 5th Avenue, gdzie rzeczywiście od 1940 roku mieści się salon Tiffany'ego. Warto zaznaczyć, że pustą ulicę udało się nakręcić w niedzielny poranek... o piątej. Tiffany stał się przez lata synonimem trzech kluczowych elementów w świecie wyższych sfer i nie tylko - piękna, stylu, jakości. Marka kojarzy się przede wszystkim z drogocenną biżuterią w charakterystycznych niebieskich pudełeczkach, ale specjalizuje się też w lampach czy zastawach stołowych. W filmie Edwardsa zostaje zaprezentowany przecież prototyp - srebrny patyczek do wykręcania numerów na telefonie... za prawie siedem dolarów. Ale Tiffany kojarzy się też z epoką, w której szczytem marzeń niemalże każdej panny-singielki był pierścionek zaręczynowy na palcu, tzw. soliter. Epoką, którą trafnie definiuje stwierdzenie - it's romantic to dream, how lovely. Trzeba przyznać, że spektrum kobiecych marzeń uległo w (pop)kulturze znacznemu rozszerzeniu, thanks God.
BTW: Audrey Hepburn stała się niekwestionowanym wzorem stylu i elegancji. Dowodem na to chociażby kreacja
Blair Waldorf w kultowym serialu "Plotkara" [Gossip Girl].Warto podkreślić, że serial ten choć rozgrywał się współcześnie, znacząco czerpał ze stylistyki retro pod kątem mody i manier. Dekadencja socjety Upper East Side została żywcem wyjęta z prozy Scotta Fitzgeralda. Stałym motywem serialu były sny Blair, w których wielokrotnie bohaterka była stylizowana na Audrey Hepburn - od grzecznego wizerunku "Rzymskich wakacji" po bardziej drapieżny w "Śniadaniu u Tiffany'ego" czy też z przymrużeniem oka w "My fair lady":
Czemu kot nie ma imienia?
Oto jest pytanie. Sprawa jest jednak prostsza, niż mogłoby się wydawać. Holly mówi wprost: "Jestem tym kotem. Nie należymy do nikogo, ani nikt nie należy do nas. Sami nie należymy do siebie", aby następnie dodać znamienne słowa: "Nie wiem kim jestem". Dziewczyna boi się odpowiedzialności i jak widać dużo mówi, broni się przed światem ucieczką, zakłamaniem, odrzucaniem świadomości i tożsamości (jej prawdziwe imię to Lula Mae Barnes) - nie potrzebuje nic wiedzieć (symboliczne przekazywanie "prognozy pogody" gangsterowi Sally Tomato w więzieniu), chociaż tak naprawdę wie wszystko o wszystkich. Na zasadzie - cwańsza, niż ładniejsza.
George rzuca dla Holly swój żywot męskiego żigolaka z wynajętym przez kochankę mieszkaniem i zamienia się w rodzaj protektora, rzeczywiście staje się Fredem [bratem Holly, który zginął wracając z wojny]. Bohater stawia niezwykle trafną definicje: "miejsce nie jest ważne, bo nie uciekniesz od siebie. Boisz się ograniczenia, zamknięcia w klatce, ale prawda jest taka, że sama się w niej zamknęłaś".
To co osobiście uwielbiam w kreacji Hepburn, to rodzaj
niezdarności, która paradoksalnie ratuje ją przed ostentacyjną karykaturą, uczłowieczając ją. W słynnym ujęciu otwierającym "Śniadanie" Holly wysiada z taksówki tyłem do kamery - wówczas widać, że czarna sukienka jest na nią nie do końca dopasowana (wydaje się być za długa). Bohaterka jest przebrana, co jest znamienne dla całego filmu, z wyjątkiem ostatniej sekwencji, kiedy po raz pierwszy widzimy ją w spodniach. Fakt,
że nie jest ona seksbombą, dla której traci się głowę zaglądając w obfity dekolt,
czyni ją postacią zdecydowanie bardziej aktywną – Holly musi się podwójnie starać, wychodzić z inicjatywą,
musi stale zabawiać, a nie być zabawiana. Mało tego, każdy ją wykorzystuje, a ona
patologicznie tego potrzebuje, aby ugruntować swoją pozycję „wiecznie szukającej”
czy też „wiecznie na rozdrożu”. Bohaterka udaje "coś" przed światem, ale przede
wszystkim przed samą sobą – jest inkarnacją złotej myśli fake it until you make it. Odzwierciedla osobę, która trzyma się
kurczowo powierzchni, bo jest zbyt przerażona tym, co mogłaby odnaleźć w głębi
swojej osobowości. Bohaterka pragnie odnaleźć szczęście i swoje miejsce w
życiu, w którym czułaby się tak samo dobrze jak u Tiffany’ego. I nawet jeśli
Edwards i scenarzyści zdecydowali się na szczęśliwe zakończenie, to trudno
wyobrazić sobie jak miałoby wyglądać jej dalsze życie (bądź też ich wspólne życie) po powrocie do
mieszkania. Holly, która gotuje obiady? Karmi punktualnie swojego kota?
Przestaje kraść drobne rzeczy w sklepach? Nie zapomina klucza do drzwi
wejściowych? A co ważniejsze – Holly, która wstaje wcześnie, żeby iść rano do
pracy? Nie ma szans. Jak długo kot utrzyma się na smyczy? Bo ona jest właśnie tym kotem i nigdy się nie dowie czego chce w
życiu, z wyjątkiem samego życia.
Chcecie wiedzieć co dzieje się po zakończeniu filmu? Powiem Wam. Holly z Paulem
wracają do mieszkania, kochają się, ona wyjeżdża i zostawia go samego. Ale nie
wylatuje do Brazylii pomimo biletu, tylko przemieszcza się statkiem do Włoch.
Tam rodzi swojego syna – Jepa Gambardellę. „Wielkie piękno” nie ma końca, a geny chyba muszą być te same.
Jedna z moich ulubionych scen w filmie, którą uważam za boleśnie prawdziwą. Pijana bohaterka zrzuca maskę i "nazywa rzeczy po imieniu" raniąc Paula/Freda. Chodzi też o "ten zgubny moment", kiedy pomimo już względnej nietrzeźwości chce się niejako "poprawić" ten stan kombinując na wszelkie sposoby nowy alkohol.
Co ciekawe, w opowiadaniu nie odnajdziemy śladu romansu między Holly a Fredem, czyli narratorem. Drogi postaci rozchodzą się w 1944 roku. Bohaterka samotnie podróżuje w poszukiwaniu szczęścia, a Fred trafia przypadkiem na jej domniemane zdjęcie w Afryce. Holly z opowiadania jest jak "dzikie zwierzątko, któremu nie wolno oddawać serca. Nie wolno ich kochać, bo to jest tylko wzmacnia". Ostatecznie są stworzone do tego, żeby ranić innych i uciekać. Szczęśliwe zakończenie na które zdecydowała się wytwórnia zmienia całkowicie wymowę filmu - w filmie dostarczono Holly szansę na miłość, ale przede wszystkim miłość do samej siebie, która pozwoliłaby jej się wreszcie zatrzymać i przestać się kryć za lśniącą fasadą i ciemnymi okularami.
Scena końcowa: taksówka, deszcz i... mokry kot. Blake Edwards skarżył się w wywiadach, że trudno było wytrzymać wówczas na planie, gdyż mokra sierść miała nieznośny zapach. W filmie wykorzystano ponoć 9 różnych, w miarę wytrenowanych kotów. Warto zwrócić uwagę na to, że wykonują one w filmie nie lada akrobacje - zarówno podczas sceny imprezy jak i obłędu Holly, kiedy to dziewczyna demoluje mieszkanie i rzuca kotem... w okno.
Koty na bok, żarty naprzód:
Sophie et moi w trakcie seansu "Śniadania u Tiffany'ego".
Trzeba przyznać, że moja kotka wygląda jak córka Spockiego ze Star Treka,
oby umiała się równie dobrze teleportować...
["Beam me up, Sophie"]
PRZYPISY:
[1] Warto zauważyć, że sam Capote nie zgadzał się z określeniem call girl w odniesieniu do postaci swojej ukochanej Holly. W wywiadzie dla magazynu Playboy [marzec 1968] nazywa bohaterkę "amerykańską gejszą, która dostaje od mężczyzn drogie podarunki i nie zawsze kończy z nimi w łóżku po kolacji. Ma szczerą nadzieje, że poślubi któregoś z milionerów". Współcześnie nazwalibyśmy ją po prostu utrzymanką.
[2] Długoletnia przyjaźń i współpraca z Givenchy rozpoczęła się za sprawą filmu "Sabrina"(1954) Billy'ego Wildera. Aktorka przyjechała do Paryża, a projektant zdecydował się poświęcić jej czas, gdyż myślał, że chodzi o... Katharine Hepburn. Miłość rozkwitła ponoć od razu - projektant odnalazł swoją muzę, a aktorka kreacje, które - jak sama wielokrotnie podkreślała - "nadały jej właściwie kształty". Z Paryżem Hepburn wielokrotnie się bratała również w swojej filmografii - paryski epizod w "Sabrinie" (Audrey śpiewa zresztą w filmie "La vie en rose"), "Zabawnej buzi" czy późniejszym "Paryż kiedy wrze" (1964).
"Bonjour Paris" z musicalu "Funny Face" (1957).
Obok Hepburn, sam Fred Astaire w roli głównej
Zob.: http://www.telegraph.co.uk/culture/film/11731823/Hubert-de-Givenchy-My-relationship-with-Audrey-Hepburn-was-a-kind-of-marriage.html









