piątek, 22 stycznia 2016

Premiery: "Anomalisa", "Dziewczyna z portretu", "Janis"




Drodzy i Drogie!


Każdy styczniowy weekend obfituje w nowe premiery, aż trudno nadążyć!
Z mojej strony drobny wkład - teksty dotyczące trzech ciekawych i bardzo różnorodnych filmów.

1. ANOMALISA

Charlie Kaufman i Duke Johnson


"Anomalisa" jest rozbrajająco szczerym i wzruszającym studium o niezręcznym ciężarze życia. To prawdziwy diament, który nie jest świadom mocy swojego blasku. 

"Podróż Michaela, bohatera Anomalisy przekształca się w metaforę, którą twórca antropologii nie-miejsc Marc Augé opisał w następujący sposób: Witamy w świecie, którego przeznaczeniem jest samotna indywidualność i pogmatwana gra tożsamości i wiecznego odgrywania ról. "Anomalisa" sugestywnie przedstawia rzeczywistość, w której rutynowo trwoni się słowa. Wszelkie głosy - dosłownie i w przenośni - się zlewają, a możliwie najszczerszym pragnieniem staje się potrzeba samoświadomej alienacji i zabarykadowanie się w przestrzeni niewyrażonych myśli oraz żalu za niespełnionymi obietnicami.


Zwiastun animacji Kaufmana i Johnsona

Tandem Kaufman/Johnson stworzył przełomową animację dla dorosłych, której geniusz tkwi w prostocie, a siła zasadza się na niezwykłym stopniu autentyczności i wewnętrznej prawdy o niezręczności ludzkiej natury. Wielkie brawa należą się również podkładającym głosy aktorom - Jennifer Jason Leigh, Davidovi Thevlisovi, a przede wszystkim Tomowi Nonnanowi. W pewnym momencie jako widzowie zapominamy wręcz o sztuczności świata przedstawionego i odgrywających w nich główne role lalek".

Całość recenzji na stronie:
http://stopklatka.pl/artykul/anomalisa-recenzja




2. DZIEWCZYNA Z PORTRETU
Tom Hooper



Tom Hooper stał się bez wątpienia twórcą o rozpoznawalnym stylu wizualnym, stworzonym wręcz do tego, aby zająć się tematem malarskim. Styl w "Dziewczynie z portretu" jest subtelny, kadry są wysmakowane, często stylizowane na statyczne obrazy, co pozwala niemalże zanurzyć się w ich pięknej kompozycji.

"Dziewczyna z portretu" jest niedoskonała i chwilami ckliwa, ale na swój sposób też piękna i dobrodusznie szczera. Przesłanie mówiące, że każdy powinien mieć prawo i odwagę, aby konsekwentie walczyć o swoje szczęście, choć naiwne z dzisiejszej perspektywy, w wizji Hoopera jest przekonujące i wciąż uniwersalne. W dobie medialnej gorączki wokół fenomenu Caitlyn Jenner, "Dziewczyna z portretu" z pewnością odnajdzie swoją widownię, a przy okazji uzyska szereg oscarowych nominacji.

Całość recenzji na stroniehttp://stopklatka.pl/artykul/dziewczyna-z-portretu-recenzja

Zwiastun filmu Hoopera

Tom Hooper bierze na warsztat autentyczną historię Lili Elbe, jednej z pierwszych osób na świecie, która przeszła udokumentowaną operację korekty płci na początku lat 30. Mimo że,  chociażby za sprawą fenomenu medialnego Caitlyn Jenner, temat transseksualności stał się dzisiaj niezwykle aktualny i wszedł do debaty publicznej, Elbe jest postacią zapomnianą. Nie ma więc lepszego momentu dziejowego, aby uczynić z niej ikonę ruchu LGBTQ albo też bardziej uniwersalny symbol dla każdego, kto walczy o własne szczęście.

Reżyser „Nędzników” stał się bez wątpienia twórcą o rozpoznawalnym stylu wizualnym, predestynowanym wręcz do tego, aby zająć się malarskim tłem historii małżeństwa Wegenerów. Również kontrowersyjne zagadnienie zmiany płci wpisuje się z powodzeniem w artystyczne poszukiwania Hoopera – w kręgu jego zainteresowań znajdują się przecież bohaterowie, którzy muszą zmierzyć się z wewnętrznymi ograniczeniami, aby skonsolidować ostatecznie swoją tożsamość i stać się „królami własnego życia”.

„Dziewczyna z portretu” jest w tym względzie szczególna, bo stanowi przykład wzajemnej emancypacji. Hooper nie tylko opowiada o „narodzinach Lili”, ale ukazuje także moment, w którym z cienia wychodzi Gerda – kobieta spełnia swoje marzenia i staje się znaczącą postacią epoki. Z Einarem dzieje się wręcz przeciwnie – mężczyzna maluje pozbawione ciepła i słońca pejzaże, odzwierciedlające jego wewnętrzną pustkę. Jego ciało przypomina klatkę, z której pragnie się usilnie wydostać. Jako Lili chce tylko pozować, przedstawiać publicznie swoje „prawdziwe ja”.


O filmie Hoopera pisałam również dla miesięcznika KINO, całość recenzji na stronie:
http://kino.org.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=2394&Itemid=1

3. JANIS / dokument
Amy Berg



Reżyserka przedstawia nam życie Janis „od kołyski aż po grób”, a swoją opowieść uzupełnia przede wszystkimi wypowiedziami bliskich piosenkarki (rodziny, przyjaciół, muzyków), a także archiwalnymi materiałami (zdjęcia, nagrania z koncertów czy wywiadów, fragmenty listów). Berg kreśli portret prostej dziewczyny, która doświadczyła w życiu całego spektrum różnorodnych emocji i postanowiła – na złość całemu światu – udowodnić swoją wartość i talent.

Fragment dokumentu Amy Berg

Po jej śmierci, pisano o Joplin: Niewolnica skazanych ostatecznie na zagładę poszukiwań szczęścia w seksie, narkotykach, pieniądzach i sławie. Ale Amy Berg uczłowiecza muzyczny pomnik i przedstawia w prosty sposób historię niezwykłej kobiety na życiowym rozdrożu, w której zagubieniu – paradoksalnie – każdy może się odnaleźć. Reżyserka skupia się również – z prostotą i poczuciem humoru - na przebiegu kariery muzycznej Janis, przy czym nie idealizuje jej drogi na sam szczyt. Sukcesy muzyczne nie przyszły w jedną noc i zostały w dużym stopniu okupione emocjonalnym kosztem. [...] Bardziej od sztywnej chronologii i popularności mierzonej wysokimi pozycjami na listach przebojów, Berg interesują sceniczne doświadczenia piosenkarki. Bo jedno jest pewne – Joplin kochała występy i publiczność, którą uwodziła niemalże tak skutecznie jak Elvis Presley. Nie bez kozery interesował się nią menadżer muzyczny samego Boba Dylana, Albert Grossman. [...] W swoim filmie Berg próbuje zrekonstruować wyżyny i upadki kariery Joplin, a jej najbliżsi starają się ocenić jej – nie zawsze trafione – wybory. Wybory, które doprowadziły ją do pewnej samotnej – i jak okazało się niezwykle smutnej – nocy w hollywoodzkim hotelu. Życie Joplin kończy się w wieku 27 lat, a sama piosenkarka współtworzy, Jimmem Morisonem, Kurtem Cobainem osławiony „Club 27”. Klub, do którego dołączyła niedawno Amy Winehouse, określana niejednokrotnie mianem muzycznej spadkobierczyni Joplin.



O życiu Janis Joplin, jej karierze i dokumencie Amy Berg na stronie:
http://www.entertheroom.pl/life/5877-janis-joplin-serce-dla-kazdego




czwartek, 21 stycznia 2016

"Strach to jeden z najgorszych przeciwników"

Wywiad z Rani Mukherjee, gwiazdą Bollywood



Wywiad z Rani Mukherjee został przeprowadzony z okazji premiery jej filmu Mardaani/Nieustraszona w Warszawie. Dla fanów kina bollywoodzkiego to niekwestionowana gwiazda, która pracowała z największymi - Amitabhem, Bachchanem, Salmanem Khanem, Abishekiem BachchanemAmirem Khanem i oczywiście - Shahrukh Khanem

Diana Dąbrowska: Shivani Shivaji Roy z „Nieustraszonej” znacznie różni się od bohaterek wykreowanych przez panią w takich filmach jak „Czasem słońce, czasem deszcz” czy „Bunty i Bubli”. Co było konieczne, oprócz treningu fizycznego, aby przygotować się do roli inspektor policji?

Rani Mukerji: Pomimo tego, że pracuję w tej branży od prawie osiemnastu lat, zawsze czuję podniecenie, gdy widzę przed sobą dobry scenariusz.  Materiał, który będzie wymagał ode mnie czegoś nowego, przeobrażenia – fizycznego czy też psychologicznego. W przypadku „Nieustraszonej” musiałam poznać mechanizm działania dochodzeniówki i świata przestępczego, aby zrozumieć jak mam przekonująco zagrać swoją postać. Inspektor Shivani Shivaji Roy nie jest postacią czysto fikcyjną. Stanowi ona zlepek sylwetek prawdziwych policjantów, jakich napotkałam na swojej drodze w trakcie researchu. Pracują oni z reguły jako tajni agenci, kompletnie nie wyróżniają się z tłumu. To co najbardziej mnie zaskoczyło, to ich normalność, spokojne i zrelaksowane podejście do swoich obowiązków.

Polski zwiastun "Nieustraszonej"

Coś szczególnie zapadło pani w pamięć podczas tych spotkań?

Byłam pod wrażeniem tego jak obserwowani przeze mnie policjanci rozmawiają z przestępcami – robią to w zupełnie naturalny sposób. Jeśli na przykład kryminaliści dzwonią do nich z groźbami, straszą ich, że pozabijają ich córki, oni spokojnym głosem odpowiadają – „dobra, no to świetnie. Kiedy mówiłeś, że przyjedziesz na kawę? Super, jesteśmy umówieni”. Wyprowadzają swojego przeciwnika z równowagi, a przez to bardzo często przedłużają rozmowę i dają im czas na popełnienie fałszywego kroku. Są niezwykle odważni i pewni swego. W swojej roli chciałam mieć takie same jaja jak oni.

Tę normalność widać w filmie na wielu płaszczyznach – w przestrzeni domu, podczas treningów, czy nawet w scenie gdy spektakularnie poucza Pani lokalnego przestępcę, bije go po twarzy, a  równocześnie wylicza złamane przez niego przepisy.

Miałam duży ubaw kręcąc tę scenę. Inspektor Shivani jest nie tylko jednostką silną fizycznie, ale przede wszystkim jest genialnym umysłem, który pracuje nad sprawą niczym Sherlock Holmes. Właściwie jest to pierwsza taka bohaterka w kinie bollywoodzkim.

Bohaterka "Nieustraszonej" manifestuje swoją wyższość na każdym kroku

Pani bohaterka poszukuje prawdy i sprawiedliwości, ale czyni to nie do końca podręcznikowymi, legalnymi sposobami. Ucieka od przepisów i regułek, na rzecz skuteczności. W pewnym sensie, nawet stojąc na straży społecznie pojętego dobra, wybiera drogę zła, która zrównuje ją ze ściganymi przestępcami.

Gdy w grę wchodzi ludzkie życie i ochrona niewinności, w tym przypadku dzieci, powinno się te zasady złamać w imię wyższego celu. W jednej ze scen pada zresztą dialog pomiędzy mną a innym policjantem, który dobrze oddaje sens tego co chce powiedzieć – „jeśli będziesz podążał za prawem, to kiedy zdążysz złapać przestępcę?”.

Chęć poszukiwania zemsty była kojarzona w waszym kinie przede wszystkim z mężczyznami i ikonicznymi angry young men. Ale czy można powiedzieć, że we współczesnym kinie bollywoodzkim kobiety mają coraz większe pole do popisu?

„Nieustraszona” nawiązuje do tradycji filmów z lat siedemdziesiątych, w których kobiety odznaczały się wielką siłą, były zdolne wymierzać sprawiedliwość na własną rękę. Chcę jednak podkreślić coś innego – „Nieustraszona” to przede wszystkim film zrobiony z myślą o międzynarodowej widowni. Tak naprawdę problem human traffic wykracza przecież poza granice Indii. Mamy z nim do czynienia w Polsce, Rumunii, Bangladeszu, czy w Pakistanie. „Nieustraszona” jest filmem, który przychodzi w momencie, kiedy ludzie są otwarci na inne kinematografie i doszukują się w nich uniwersalnych znaczeń. Wiodący stereotyp o naszym kinie to „ach te filmy, w których tańczą i śpiewają”. A przecież indyjskie kino cechuje współcześnie niezwykła różnorodność i co najważniejsze – ujawnia się ona także w ramach mainstreamu. Filmy mówiące o poważnych społecznie tematach już nie muszą być w Indiach domeną kina art house’owego dla koneserów. Aktorzy cieszący się stabilną pozycją w tym przemyśle filmowym, mogą przemycać do kina głównego nurtu społeczne przesłanie. Wówczas film staje się platformą dla konfrontacji z szerszą widownią. Niezmiernie się cieszę, że mój film wchodzi do regularnej dystrybucji w Polsce. To tym bardziej niesłychane,  że – inaczej niż choćby kręcony przed rokiem w Warszawie „Kick” - „Nieustraszona” to film niskobudżetowy. Sztuka w moim przekonaniu nie powinna widzieć barier, powinna być uniwersalnym językiem komunikacji napędzanym przez emocje. Filmy polskie, włoskie czy hinduskie prowokują przecież te same łzy.

"Nieustraszona" nie jest klasycznie pojętym filmem bollywoodzkim z piosenkami i tańcami. Film promowano wyłącznie jedną piosenką, która miała być rodzajem motywacyjnego hymnu dla wszystkich kobiet, aby walczyły o swoje 

To co wyróżnia ten film od klasycznego bollywoodzkiego hitu, to przede wszystkim jego warstwa wizualna, zdjęcia. Jest to film niezwykle ciemny, mroczny. Temperatura obrazu, sposób oświetlenia przypomina wręcz filmy neo-noirowe. Czy to wszystko zasługa polskiego operatora Artura Żurawskiego?

Brałam udział w wielu produkcjach z zagranicznymi operatorami, ale muszę przyznać, że wasz rodak jest wyjątkowy. Podczas gdy większość z nich organizuje kadr bardzo precyzyjnie, ustawia rekwizyty pod odpowiednim kątem, Artur mówił z reguły „niech zostanie tak jak jest”. Jeśli pokój był brudny, nikt nie miał prawa go posprzątać. Pamiętam jak reżyser, Pradeep Sarkar, był przerażony, gdy widział że Artur kręci wyłącznie z jednym światłem. Pytał się: „Ty tak na poważnie?”. Artur odpowiadał: „Tak, zaufaj mi i pozwól kręcić”. Tak też się stało, a efekt przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania.

Indie sportretowane w „Nieustraszonej” nie przypominają turystycznej pocztówki. Wręcz przeciwnie, po obejrzeniu twojego filmu aż strach wybrać się do was na wakacje.

Nie musicie się bać. To tylko część Indii – akcja filmu rozgrywa się głównie pomiędzy Delhi i Mumbajem. A nasz półwysep charakteryzuje niezwykła różnorodność geograficzna, kulturowa, językowa. To jest wiele małych państw pod jedną dużą nazwą.

Rani Mukherjee dość rzadko pojawia się teraz na dużym ekranie, niedawno też została szczęśliwą mamą [Aktora związana jest z producentem filmowym Adityą Chopra]. Rani nie boi się jednak eksperymentować - zagrała między innymi w groteskowej i szalonej komedii "Aiyyaa" (2012)

Współcześnie popularne kino hindi ulega widocznej transformacji i przestaje kojarzyć się z konserwatyzmem obyczajowym oraz beztroskimi, tanecznymi pląsami. Zamiast tego, dzięki nowej generacji twórców, staje się śmiałe, odważne, dostrojone do potrzeb młodej widowni.

Nasza młodzież z każdym rokiem zmienia się i generuje potrzebę kreowania nowych idoli, którzy będą im bardziej odpowiadać wizerunkowo. Zresztą świat niesamowicie się otworzył. Młodzi mają dostęp do filmów i seriali z całego świata. Widzą zarówno całowanie, jak i sceny seksu czy przemocy. A kiedy czuć pewne potrzeby ze strony publiczności, producenci wychodzą jej naprzeciw wprowadzają na rynek coraz odważniejsze produkcje.

Co sprawia, że – pomimo zmieniających się okoliczności – wciąż udaje się pani pozostać na szczycie?

Staram się podążać z duchem czasu. I to zarówno jeśli chodzi o sposób prezentowania wybranej przeze mnie postaci, jak i temat filmu: ważne jest, aby znajdował odzwierciedlenie w tkance społecznej. Nie był sztucznie wykreowany na potrzeby filmu, tylko pochodził z tej rzeczywistości, był prawdziwy. Aby widownia mogła się identyfikować z moją bohaterką, z tym co ona przeżywa. Ważne jest to aby się nie powtarzać, aby rysować nowe ścieżki. W przypadku „Nieustraszonej” ważne było dla mnie też to, że to mój pierwszy film akcji. Do tego rola odważnej policjantki, której nie było w innych filmach. W teorii mogłabym wybrać kolejny „bezpieczny” film ze śpiewaniem i tańczeniem, ale nie zrobiłam tego, bo wiem, że jeśli chcę być w tym biznesie, muszę się rozwijać. I chcę spojrzeć z perspektywy czasu na moją karierę z dumą – że jest to jeden z tych filmów, który indaguje sumienia i buduje społeczną świadomość.


"Black" w reżyserii  Sanjaya Leela Bhansali to najważniejszy i najodważniejszy film w karierze Rani Mukherjee. Aktora zagrała rolę głuchoniemej dziewczyny, która uczy się poznawać świat pomimo swojego kalectwa. Bhansali uważany jest za "filmowego czarodzieja", który uwodzi widzów przede wszystkim pięknem wizualnym poszczególnych sekwencji. Jego najnowszy film "Bajirao Mastani" z Deepiką Padukone i Ranveerem Singhiem w rolach tytułowych wojowników/"zakazanych kochanków" zachwycił publiczność i krytyków zdobywając najważniejsze wyróżnienia filmowe w Indiach [m.in. prestiżową nagrodę Filmfare za najlepszy film, reżyserię i aktorów]

W budowaniu tej świadomości nie pomaga fakt, że „Nieustraszona” otrzymała od waszej cenzury certyfikat R, pomimo tego, że nie zawiera bezpośrednio ukazanych drastycznych scen. To jest o tyle ciekawe, że w wielu filmach przeznaczonych dla standardowej widowni w Bollywood, jest pełno scen tanecznych, w których półnagie piękności beztrosko wdzięczą się do mężczyzn, są uprzedmiatawiane, sprowadzane do roli rekwizytu, który nie ma żadnego znaczenia dla narracji. Tymczasem, napływające do nas informacje dotyczące sytuacji kobiet w waszym kraju są przerażające. Wystarczy przywołać chociażby popularny w indyjskim społeczeństwie pogląd – „jeśli kobieta jest gwałcona, to niech zacznie z tego czerpać przyjemność”.

Staramy się z tym walczyć, chcemy sprawić, aby nasz film był pokazywany w szkołach. Aby mogli go zobaczyć już czternastolatkowie i piętnastolatkowie w towarzystwie swoich rodziców. Niestety w naszym systemie nie ma takiego certyfikatu, który zezwalałby nieletnim na oglądanie filmów pod opieką dorosłych. Naszym sukcesem było za to korzystne sprzedanie praw telewizji, dzięki, której „Nieustraszona” mogła trafić do naprawdę dużej ilości odbiorców. Cieszymy się, bo jednym z naszych celów jest uświadamianie ludzi o pewnych problemach. Jeśli w filmie takim jak „Nieustaszona” pojawia się przemoc, to z uzasadnionej przyczyny, a nie jako fetysz.

Piękna Rani Mukherjee z operatorem Piotrem Żurawskim na polskiej premierze
"Nieustraszonej" w Warszawie, styczeń 2015

W odniesieniu do waszego kraju mówi się, że bardziej wierzycie w rzeczywistość wykreowaną przez filmy, aniżeli w prawdziwe życie. Aktorzy traktowani są niemalże jak bóstwa, którym oddaje się cześć. Skoro lekcje na temat szacunku do kobiet lądują w próżni, może kino jest dobrym narzędziem, aby przekazywać społeczne treści w taki sposób aby zostały na dłużej?

Po premierze filmu zadzwoniło do mnie wielu rodziców, dziękując mi, że w nim zagrałam. Jeden z nich powiedział mi, że jego córka tak chciała obejrzeć mój film, że złamała prawo i jako szesnastolatka weszła na seans. Po projekcji „Nieustraszonej” buntująca się zazwyczaj nastolatka zrozumiała jakie są konsekwencje nieprzemyślanych zachowań, dlaczego trzeba być w życiu ostrożnym i rozumieć rodziców, którzy na przykład nie pozwalają nam wychodzić późno z domu. Proszę sobie wyobrazić, że ta dziewczyna poszła na film drugi raz, ale tym razem zabrała do kina również swojego ojca. Kiedy indziej zwrócili się do nas dziecięcy psychologowie, którzy na co dzień walczą z skutkami przemocy. Powiedzieli że mogą długo się rozwodzić nad potrzebą edukacją, ale w „Nieustaszonej” mówimy to samo w sposób atrakcyjny i przystępny. A zatem może warto by zmienić wzorzec, aby o pewnych rzeczach nie tylko mówić, lecz także pokazywać je na ekranie. Osobiście najbardziej ucieszyłam się jednak, gdy po premierze filmu media obiegła historia grupy dziewczyn, które – w obronie koleżanki – pobiły prześladującego ją chłopaka. Później podkreślały w wywiadach, że do takiej reakcji sprowokowała je właśnie „Nieustaszona”. 

Aby przetrwać ofiary muszą się zatem upodobnić do swoich oprawców? Najlepszą obroną jest atak?

Nie można być biernym, nie można ciągle zaciskać zębów. Jeśli nie docierają słowa, to trzeba postawić na swoim taką metodą, która trafi do naszego adwersarza. I tak właśnie robi moja bohaterka. Najważniejsze dla niej to ocalić dziewczynki przed całkowitą zgubą, nawet za cenę własnego bezpieczeństwa. Wynika z tego jasno, że nie wolno się bać. Strach to jeden z najgorszych przeciwników.

Proszę dokończyć zdanie: odważna dziewczyna to…
To cała ja!


poniedziałek, 18 stycznia 2016

David O. Russell: amerykańskie obsesje


Kadr z filmu "Joy", reż. David O. Russel; na ujęcie widać m.in.
Jennifer Lawrence, Robert De Niro, Isabella Rossellini i Edgar Ramirez




Aż trudno pomyśleć, że jeszcze dziesięć lat temu reżyser „Poradnika pozytywnego myślenia” (2012) nie należał do czołówki hollywoodzkich filmowców. Choć w jego filmach występowały już wcześniej gwiazdy takie jak Ben Stiller, George Clooney czy Dustin Hoffman, trudno mówić o rozgłosie i znaczących sukcesach, które przekładałyby się na wyniki box office’u czy nominacje do prestiżowych nagród [1]. 


Twórca „The Fighter” rozpoczął swoją karierę krótkometrażówką „Bingo Inferno: A Parody on American Obsession” (Bingo Inferno: Parodia amerykańskiej obsesji, 1987), którą pomogła mu zrealizować nieżyjąca już, legendarna montażystka Tarantino, Sally Menke. Zauważony przez selekcjonerów festiwalu Sundance film, opowiadał historię osobliwej amerykańskiej familii, w której króluje matka uzależniona od bingo, a u jej boku ojciec wpatrzony w telewizor. Szkicowany przez Russella od początku kariery słodko-gorzki portret instytucji rodziny powróci ze zdwojoną siłą w ostatnich filmach reżysera („The Fighter”, „Poradnik pozytywnego myślenia", „American Hustle”), a także w najnowszym „Joy”. Amerykański twórca zwykle upatruje w niej źródło nieszczęść i kłopotów, swoistej traumy, z którą postacie muszą nieustannie się mierzyć. Te „rodzinne igraszki” działają jak szwajcarski lakier do paznokci w „American Hustle” , w którego zapachu kryło się coś zgniłego i zepsutego, ale jednocześnie trudno było się od niego oderwać. 

Bradley Cooper jako Pat Solitano Jr w "Poradniku pozytywnego myślenia"



W całej twórczości Davida O. Russella bohaterowie chcą wznieść się powyżej swoich dotychczasowych możliwości – wyrwać się z rodzinnego domu i uwolnić toksycznej matki (pełnometrażowy debiut „Spanking the monkey”, 1994), odnaleźć biologicznych rodziców („Igraszki z losem”, 1996), odnaleźć skarb na pustyni i dorobić się na wojnie („Złoto pustyni, 1999), uwierzyć w sens istnienia („Jak być sobą”, 2006), wygrać mistrzowski tytuł („The Fighter”, 2010), odnieść wielki sukces i udowodnić swoją wartość najbliższym („American Hustle”), zakochać się i być kochanym („Poradnik pozytywnego myślenia”, „Joy”). Te pragnienia zamieniają się wręcz w obsesje („myśl pozytywnie”, „uwierz w siebie”, a także w mit „od zera do bohatera” czy też no pain no gain), które Russell portretuje na ekranie w karykaturalnym stylu, z dużą dawką ironii i humoru. Choć filmy twórcy „The Fighter” są uwikłane w gatunkowe i stylistyczne przerysowanie, to nigdy nie są cukierkowe – jest w nich zawsze coś gorzkiego, czy wręcz okrutnego. Marzenia idą w parze z frustracją – twórca „Poradnika (…)” opowiada również o ludziach, którzy ciągle coś pozorują, będąc właściwie na skraju załamania nerwowego. Russell rzadko kiedy prezentuje na ekranie bohaterów „z krwi i kości”. Zamiast tego stawia raczej na przejaskrawione „typy osobowościowe”. Filmy amerykańskiego twórcy przypominają, że karykatura nie musi być zresztą tylko prześmiewcza – korzystając z deformacji i wyolbrzymienia staje się narzędziem do głębszego poznania charakteru postaci, co sprawia, że obiekt karykaturalny nabiera cech pozytywnych i sympatycznych. Trudno nie polubić bohaterów O. Russella, nawet jeśli są „emocjonalnymi kalekami”. Jak można się nie zakochać w nieprzewidywalnej wariatce czy też w człowieku, który wychodzi pobiegać w worku na śmieci (Bradley Cooper i Jennifer Lawrence)? A może w ćpunie, który łączy się duchowo z równie niezrównoważoną psychicznie matką (matroną wręcz) śpiewając w samochodzie łzawe I started a joke zespołu Bee Gees (Christian Bale i Melisa Leo)? Można wręcz powiedzieć, że im bardziej pokręceni są bohaterowie O. Russella tym widownia bardziej do nich lgnie – zresztą co oznacza „być normalnym” w filmowym uniwersum twórcy „Joy” (2015)?



W wywiadach reżyser deklarował niejednokrotnie, że postacie kobiece stanowią interesujące wyzwanie. Bliźniaczą duszę odnalazł zresztą w młodziutkiej Jennifer Lawrence, która wraz z Bradleyem Cooperem, Robertem De Niro, Amy Adams, Christianem Balem stanowi fundament jego „filmowej rodziny”. 

Czym Lawrence zdobyła serce reżysera? Russell przywołuje następującą anegdotę: Na planie „Poradnika” zauważyłem, że Jennifer chodzi wszędzie z grubą księgą. Okazało się, że była to „Anna Karenina”. Byłem zaskoczony tym, że dziewczyna z Kentucky czyta Tołstoja. Nie doceniłem jej. Podchodzę do Jen jakiś czas później, byłem przekonany, że dobrnęła już do końca powieści. Zaciekawiony pytam – „Dotarłaś już do słynnego momentu, w którym Anna rzuca się pod pociąg?”. Jen się na mnie patrzy i autentycznie wpada w panikę – „Ale jak to? Wroński przecież wróci, musi wrócić!”. Staram się nakłonić ją do dalszej lektury, tłumaczę, że się wygłupiałem. Mało tego zaczynam wręcz ściemniać, że Wroński wróci i razem z Kareniną pojadą na wycieczkę pociągiem. Ale dziewczyna nie może przestać płakać. Wtedy pojąłem jak emocjonalnie szczerą osobą jest Jennifer


Wystylizowana Jennifer Lawrence w "American Hustle"

O twórczości Davida O. Russella napisałam na łamach miesięcznika KINO, wydanie styczniowe. Magazyn jest dostępny w kioskach i Empikach przez miesiąc. Wspierajcie nas i edukację filmową !

Diana Dąbrowska, Poradnik [Nie]Pozytywny/Amerykański obsesje Davida O. Russella;
Artykuł został opublikowany w styczniowym wydaniu miesięcznika KINO




[1] W tym kontekście warto zapoznać się z artykułem Hervé Aubrona dostępnym na stronie magazynu Cahiers du Cinema: www.cahiersducinema.net/Repliques-Minor-movies,1196.html. Aubron uznaje wspomniane filmy za reprezentację nowego trendu w kinematografii amerykańskiej, którego twórcy (tacy, jak Fincher, Van Sant czy bracia Coen) porzucają globalną perspektywę na rzecz kina, w którym króluje stylistyczna prostota i jedność stylu, brak rozwiniętych motywacji psychologicznych postaci i inspiracje wywiedzione z kultury popularnej, najczęściej mieszane ze sobą w rodzaj popkulturowego kolażu.