(Incompresa, reż. Asia Argento, 2014)
W każdy piątek zagości na blogu nowa odsłona cyklu „Filmowe koty”. Interesować nas będą koty postrzegane jako bohater, przyjaciel, towarzysz zbrodni, rekwizyt, element zabawy, symbol, pretekst, magia… A do tego dużo nieoczywistych, eklektycznych przykładów, które przełożą się – mam nadzieję – na ilość filmów „do odkrycia” bądź „przypomnienia”. Niekoniecznie Garfield czy Maniek z serialu „Magda M.” pójdą na pierwszy ogień [czy nawet „drugi ogień” w przypadku wspomnianego Mańka]. Pierwszy kot jest i zawsze będzie wyjątkowy. Kochasz go mimo tego, że daje ci regularnie w mordę łapką, za to, że za długo trzymasz go na rękach (przecież ma *mega ważne* sprawy do załatwienia w domu...). Kochasz go nawet wtedy, kiedy decyduje się na spożycie kabli czy sznurówek, nie wspominając już o *twojej* kolacji…
Drodzy Państwo, pierwszy filmowy kot nie jest biały, a czarny.
I jest włoskim kotkiem o imieniu Dac.
„Dziewczynka z kotem” to film wyreżyserowany przez włoską
skandalistkę-aktorkę Asię Argento. Córka legendarnego twórcy horrorów
(„Suspiria”, „Głęboka czerwień”) opowiada na ekranie szalone dzieciństwo 9-letniej
Arii (Giuliana Salerno), która szukała jedynie „solidnej i słodkiej miłości”, ze
strony niewdzięcznych przyjaciół, kapryśnych sióstr, a przede wszystkim – wiecznie ze sobą skłóconych –
rodziców-artystów (Gabriel Garko, czyli włoskie bożyszcze telewizyjne jako wierzący we wszelkie
zabobony ojciec, natomiast w rolę marnotrawnej rodzicielki
wcieliła się „nimfomanka” europejskiego kina, Charlotte Gainsbourg). Rzecz w
tym, że uzdolniona pisarsko Aria tak łatwo się nie poddaje i walczy o należną
jej uwagę i miłość do samego końca. A przy okazji cieszy się nieskrępowaną
wolnością„niechcianej córki” na marginesie szeroko pojętej przyzwoitości –
punkowa muzyka, papierosy, narkotyki, próba samobójcza, spanie na ulicy, demolowanie mieszkań… Dziewczynka
odważnie bawi się całym dobrodziejstwem jaki na świat wydała, momentami dość krzykliwa
i kiczowata, kultura lat osiemdziesiątych. Od stroju, po fryzurę czy sposoby
spędzania wolnego czasu. Buntuje się bo tak jest w modzie, chociaż wolałaby pewnie spokój. Niezależność jest w jej przypadku koniecznością, a nie wyborem – Aria
powie wręcz: „Nie opowiadam wam tego bo chce być ofiarą, chce żebyście mnie lepiej poznali i
byli dla mnie mili”. Każdy kadr wygląda jak migawka z polaroida, a w palecie
dostępnych barw znajdziemy przede wszystkim zielenie, róże, turkusy i
czerwienie. Jednakże bohaterka filmu Argento dzieli stan „wypłowiałej melancholii” w adekwatnym towarzystwie. Jak pisze w jednym ze swoim
opowiadań: „Wierzę, że Anioł Stróż wciela się w kogoś, kto jest blisko nas. W
kogoś, kto nad nami czuwa. Mój wcielił się w czarnego kota o imieniu Dac”.
Amalgamat marzeń i koszmarów jaki ze swadą portretuje na
ekranie młoda Argento przywołuje na myśl „Alicję w Krainie czarów”. Dac, niczym
przerażająco uśmiechnięty Kot z Chesire, jest sprzymierzeńcem bohaterki,
symbolicznym protektorem w świecie, który stale ją karci i odtrąca. Czarny kot
pomaga jej przetrwać w trudnych chwilach, choć sam traktowany jest przez społeczeństwo jako chodzący "na czterech łapach" pech. I chociaż w „Dziewczynce z kotem” rzadko
kto się uśmiecha, to i tak odnajdziemy w dziele włoskiej reżyserki dużo tragikomicznego humoru i wzruszeń.
„Dziewczynka z kotem”, podobnie jak „Czterysta batów”
Francois Truffaut, to w moim przekonaniu opowieść przeciwko dojrzewaniu, postrzeganym jako „zło koniecznie”. Nic dobrego nie kryje się po stronie
dorosłości, jeśli mamy stać się kalkami nieznośnie zadufanych w sobie rodziców.
Pielęgnowanie w sobie dziecięcości (niekoniecznie pojętej jako
nieodpowiedzialność czy infantylność) mogłoby stać się swoistym antidotum na gnuśność i
umożliwiałoby lekkość bytu. A co ważnie, a może nawet najważniejsze – nie ma nic złego w byciu niezrozumiałym,
niekiedy właśnie to czyni nas wyjątkowym. Czyż najbardziej uroczym i wdzięcznym z Braci Marx nie był przecież łobuz Harpo?
Polski zwiastun "Dziewczynki z kotem" (Dystrybucja: Spectator)
/Odrobinka prywaty/ Cykl „Filmowe koty” zainspirowała pewna
kocia dama, która zjawiła się w moim życiu przypadkiem, ale już zdążyła się w
nim pięknie zadomowić.
Mój Dac, czyli mała Sophie. Tutaj świeżo po lekturze miesięcznika KINO,
który serdecznie wszystkim poleca - nawet myszom
który serdecznie wszystkim poleca - nawet myszom




Jeśli mamy kociaka to naprawdę bardzo ważne jest to, aby go dobrze wychować. Jak dla mnie spodobał się wpis o kotach w https://business24h.pl/jak-wprowadzic-kota-do-uporzadkowanego-domowego-zycia/ i jestem zdania, że z pewnością każdy z nas również tak twierdzi.
OdpowiedzUsuń