poniedziałek, 16 listopada 2015

Nanni Moretti, czyli kino intymności


Nanni Moretti to wychowanek włoskich klubów dyskusyjnych i to właśnie w ich obiegu rozpoczął swoją karierę – od skromnych pokazów filmów krótkometrażowych nakręconych na amatorskiej, niezwykle popularnej kamerze Super 8. Nigdy nie asystował na żadnym planie, od początku uważany był za indywidualistę i twórcę bezkompromisowego. Tytuł jego debiutu „Lo sono un autartico”, tłumaczony jako „Jestem samowystarczalny” (1976), ma podwójne znaczenie – chodzi o niezależność pod kątem formy i stylu, ale także oderwanie się od kina instytucjonalnego, którym młody twórca się brzydził.




W jednej z najsłynniejszej scen swojego debiutu, Moretti wymiotuje na wieść zawodowego sukcesu Liny Wertmüller, autorki nominowanego do Oscara „Siedem piękności Pasqualino” (1975). Reżyserka ma przejąć na Uniwersytecie w Berkley katedrę reżyserii filmowej. Moretti niejednokrotnie otwarcie sprzeciwiał się kinu takich gigantów jak Mario Monicelli czy Alberto Sordi. Ideologicznie czuł się o wiele bliżej ikony lewicy, filmowego profety Pier Paola Pasoliniego.



W pierwszej z trzech nowej "Dziennika intymnego" Moretti składa symboliczny hołd tragicznie zmarłemu "mistrzowi języka, filozofii i kina"

Kino Włocha przesiąknięte jest autotematyzmem, autoironią, autobiografizmem, niejednokrotnie zostaje w nim obnażona obecność medium filmowego i sam proces twórczy – co najlepiej oddaje już sam tytuł nagrodzonego za reżyserię w Cannes „Dziennika intymnego” (1993). Prześmiewczym tonem opowiada zazwyczaj o życiu, rodzinie, pracy, marzeniach, kraju czy polityce. Struktura pierwszych filmów Morettiego jest rozsypana i anegdotyczna, przypomina momentami esej filmowy. Najlepszym przykładem intymnej aury dzieł reżysera jest quasi-dokumentalny „Kwiecień” (1998), w którym twórca gra samego siebie, zastanawiającego się nad kształtem najnowszego filmu. Występują tu w nim m.in. jego prawdziwa mama, żona i świeżo narodzony synek. Warto podkreślić, że Moretti pojawia się we wszystkich swoich filmach (bardzo często wciela się w tę samą postać, czyli lewicowego intelektualistę Michele Apicella).



Kadr z filmu "Bianca" (1984). 
Nanni Moretti jako Michele Apicella, czyli zafiksowany na punkcie Nutelli profesor matematyki






W ojczyźnie mawia się o nim, że „nauczył zafiksowanych lewaków z 68. śmiać się z siebie, dał im lekcję dystansu”. A przede wszystkim otwarcie pokazał, że ideom trzeba być wiernym nie tylko na piśmie, ale też w praktyce, co udowodnia swoją twórczością i zaangażowaniem społeczno-politycznym. W tej materii ma niezwykły zmysł do prefiguracji zdarzeń. Przed Berlusconim ostrzegał jeszcze w latach 90., w szczególności we wspomnianym autobiograficznym „Kwietniu”, w którym twórca przeżywa wygraną partii Forza Italia w 1994 i polityczne zwycięstwo Silvia Berlusconiego (z tej „smutnej” okazji bohater wyciąga przy swojej mamie gigantycznego skręta i po raz pierwszy w życiu pali marihuanę, stwierdzając: „Co zrobić?”). Filmowy Nanni pragnie nakręcić dokument o ówczesnym premierze, ale przerywa jego realizację, żeby skupić się na innym projekcie (musicalu z cukiernikiem trockistą w roli głównej, stylizowanym na produkcję z lat 50.) oraz ciężarnej żonie.
Silvio Orlando, stały współpracownik reżysera, jako cukiernik - trockista 
w fikcyjnym musicalu, który ma zamiar nakręcić Moretti po przegranej Berlusconiego w wyborach parlamentarnych i historycznym zwycięstwie lewicy. Fragment rewelacyjnego filmu "Kwiecień" (1998)

Najpełniej swoje poglądy na temat rządów ówczesnego premiera autor „Pokoju syna” wyraził w prezentowanym w Cannes filmie „Kajman” (2006). Tak jak w przypadku późniejszego „Habemus Papam”, Moretti przewidział sądowy upadek politycznego lidera (w 2013 r. Berlusconi został prawomocnie skazany na 4 lata więzienia za oszustwa podatkowe grupy Mediaset, stając się więźniem pułapki legislacyjnej, którą sam ustanowił, czyli prawa ad personam). Co ciekawe, po premierze telewizyjnej filmu sam Berlusconi wyznał buńczucznie: „Wczoraj wieczorem mieliśmy przyjemność obejrzeć w telewizji Rai film wyśmienitego włoskiego reżysera, który opowiedział bajkę i nadał mi pseudonim, którego bardzo mi brakowało: panie i panowie, ja jestem Kajmanem”. Warto zaznaczyć, że Moretti organizował też liczne manifestacje przeciwko byłemu premierowi w Rzymie, często we wnętrzu własnego kina Sacher.


Moja recenzja najnowszego Morettiego na stronie Kultury Liberalnej, nr 348. Zobacz na stronie:
http://kulturaliberalna.pl/2015/11/17/portret-rodziny-we-wnetrzu-moja-matka-recenzja/




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz